Posts Tagged ‘Neuron’

Uniwersytecka sauna, czyli jak działa shinobi w bankowości…

21 stycznia 2011

W środę (19.I) odbyła się konferencja z serii Rewolucja w finansach pod tytułem “Banki w social media – różne oblicza działalności”, na której znalazłem się dość przypadkowo. Jednak to czego doświadczyłem w związku z nią i co tam zobaczyłem wywołało we mnie taką chęć opisania tego, że postanowiłem popełnić ten samobójczy wpis. Samobójczy, bo jak to ja, lubię dobitnie wytknąć co mi się nie podobało. Do tego personalnie…

Zacznijmy jednak od początku. A początek skrywa się w mgle wspomnień i wrażeń…

Na jakiejś stronie (najprawdopodobniej Internet PR) znalazłem informację o wymienionym wyżej wydarzeniu. Na stronie www.rewolucjawfinansach.pl, znalazłem tylko informację, że coś takiego będzie się dziać 19 stycznia. Nie przypominam sobie, żeby była tam informacja o prelegentach, a tylko prośba o rejestrację, której oczywiście dokonałem. Przezornie wbiłem sobie to wydarzenie do kalendarza. Działo się to w poniedziałek 10 stycznia.

O 13:43 18 stycznia dostałem potwierdzenie rejestracji wraz z zaproszeniem na “seminarium”. Jako załącznik dodany był program spotkania. Byłem bardzo zaskoczony tak późnym zaproszeniem. Zresztą mojemu zdziwieniu dałem od razu wyraz na epijarowym  fanpag’u.

W związku z tym, że miałem trochę rzeczy do ogarnięcia (mówiłem, że jestem zabiegany?) musiałem bardzo wcześnie wstać, co spowodowało, że o 17.00 gdy dojechałem na spotkanie byłem dość bardzo zmęczony i bardzo wkurzony. Piszę o tym, bo to przełożyło się na mój odbiór spotkania. Z badań wynika, że osoby niezadowolone analizują o wiele bardziej racjonalnie niż te zadowolone (niestety chwilowy brak źródła, jeśli ktoś będzie zainteresowany – pisać, na pewno znajdę).

Na kampusie UW nie było mnie już trochę czasu, a więc zanim odnalazłem budynek dawnego CIUW, zaliczyłem między innymi wydział Prawa i Administracji. Po czasie zorientowałem się, że Androidowa przeglądarka nie doładowała grafiki ze strony na której była wizualizacja miejsca (choć dałbym sobie rękę uciąć, że jej tam nie było), a niestety mapa Googla ze strony organizatorów doprowadza tylko pod bramę uniwersytecką.

W każdym razie dotarłem spóźniony i rozbiłem się od razu o mur osób czekających pod salą. Sala dosłownie pękała w szwach. Praktycznie każda wolna przestrzeń była zajęta, jeśli nie przez stojących ludzi, to przez ich kurtki, plecaki czy teczki. Mało tego, okazało się, że klimatyzacja nie działa.

Zanim udało mi się znaleźć pozycję, która pozwalała na uważne słuchanie, pierwszy prelegent, czyli ktoś z agencji Neuron odpowiadającej za tę hekatombę, skończył swoje wystąpienie. Po nim wyszedł przed spoconych słuchaczy Sebastian Bykowski – Dyrektor Generalny, i nie tylko, PRESS-SERVICE Monitoring Mediów Sp. z o.o., który w założeniu miał opowiedzieć o “różnicy w zabarwieniu emocjonalnym przekazów w mediach tradycyjnych i mediach społecznościowych”. Powiem szczerze, że po osobie z firmy badawczej spodziewałem się standardów naukowych, dlatego bardzo mnie zdziwiło, że z mojego miejsca w tłumie, praktycznie nie widziałem żadnych informacji skąd pochodzą prezentowane dane. Najprawdopodobniej w ogóle ich nie było. Co do prezentowanej wizji mediów społecznościowych uderzyła mnie przebijająca się myśl, że “social media nagle nas napadły i zburzyły nasz bezpieczny świat i teraz trzeba się poruszać w chaosie negatywnych komentarzy, które się TAM pojawiają, a których jest nieproporcjonalnie więcej niż w innych mediach”. Przy czym w tej wizji portale internetowe zostały przedstawione jako media tradycyjne. Zamurowało mnie. Osoba, która od ponad 10 lat zajmuje się monitoringiem mediów twierdzi, że SM nagle ich (kimkolwiek “ichni” są)  napadło. Negatywne komentarze zawsze były w Internecie. Od 2004 roku istnieje digg, wykop od 2006, gg kolejny sztandar wirusowości informacji od 2001. Narzędzia viralowe były, więc jak można twierdzić, że negatywnych wirusów nie było? Szkoda, że przedstawiciel branży badawczej nie może powiedzieć, że branża badawcza nie miała narzędzi, aby badać ten ruch, więc o nim nie mówiła, bo dla niej był marginalny (w końcu jak się o czymś nie da zrobić badań, to tego nie ma dla branży). Już nie wspomnę o prostym szacowaniu z wyników normalnych badań zadowolenia klientów…
Kolejną rzeczą która mnie powaliła było stwierdzenie, że “jeszcze dwa lata temu można było się spierać czy media społecznościowe są chwilowym trendem, modą czy czymś”… No właśnie czym? I kto mógł się spierać? Bo dla każdego kto cokolwiek czytał o społeczeństwie sieciowym, o którym się pisze szerzej od lat 90, taka droga była bardziej niż jasna. Rozumiem, że w Poznaniu nie czytało się Castellsa. Do tego rok 2008 był w pewien sposób przełomowy. To wtedy Mark Zuckerberg został najmłodszym miliarderem świata. Jeśli był to szerzej  dyskutowany temat to zakończyło go przyznanie tytułu człowieka roku Times’a “Tobie”, ale to było w 2006 roku… No, ale tak zapomniałem, to było na świecie…  A w Polsce? W Polsce rok 2008 był rokiem Naszej Klasy, więc jeśli ktoś nie znał trendów światowych mógł to uznać za znak nadchodzącej rewolucji… Koniec pastwienia. Przynajmniej Pan Bykowski nie miał problemu z dobrym zaprezentowaniem siebie, w przeciwieństwie do swojego następcy.

Kolejny prelegent Tomasz Lipiński, który kieruje wydziałem marketingu internetowego i eCommerce w mBank-u chciał przedstawić prezentacje “Czy każda instytucja finansowa musi komunikować się za pośrednictwem mediów społecznościowych?”. Napisałem chciał ponieważ mam wrażenie, że jej nie przedstawił. Nic, ale to kompletnie nic, nie zostało mi w pamięci. Może jedno stwierdzenie, że “niektórzy proponują, aby komunikować się (reklamowo) już tylko za pośrednictwem mediów społecznościowych”. Nie chcę żeby zarzucano mi mijanie się z prawdą, ale nazwałbym kłamcą osobę, która by mi to powiedziała w twarz. Jeszcze nie spotkałem, nie czytałem, ani nie słyszałem o osobie, która by postawiła tak silną tezę. Jeśli ktoś taką zna, będę bardzo wdzięczny za link, bo nie mam czasu czytać całego Internetu.
Oprócz powyższego mogę tylko stwierdzić, że dawno mnie tak nikt nie uśpił podczas prezentacji. Wolne, przewlekłe mówienie przeplatane niby śmiesznymi tekstami od prowadzącego spotkanie Michała Macierzyńskiego, to rzecz tylko dla wytrawnych bywalców klubów dyskusyjnych. Mam szczerą nadzieję, że kilka porządnych szkoleń z autoprezentacji i w ogóle z prowadzenia prezentacji będzie wpisane do kalendarza “to do” Tomka.
Całe szczęście po tej „piaskowej drodze” nastąpiła przerwa, która była szansą na przebudzenie oraz dała szansę ucieczki osobom już zniechęconym.

Po przerwie na już lekko wywietrzonej oraz luźniejszej sali dało się wysiedzieć.
I w takiej przyjemnej atmosferze Małgorzata Wagner Dyrektor Departamentu Komunikacji Marketingowej w Banku BGŻ rozpoczęła prezentację o wdzięcznym tytule “„Kocham rower” na facebook’u”. Nie robiłem wcześniej research’u na temat obecności polskich banków w polskich mediach społecznościowych, ale niejako z rozpędu uznałem, że większość z nich tam jest (mój bank jest). Wiem jednak z wcześniejszych doświadczeń i lektur zagranicznych przypadków, że to jeden z najtrudniejszych rynków (finansowy) dla tego typu działalności i częściej może ona zaszkodzić niż pomóc. Dlatego sam początek prezentacji wydał mi się szalenie interesujący, tzn. opisywanie jak bank, którego główni klienci żyją w miejscach raczej niekojarzących się z szerokim dostępem do Internetu, stawia pierwsze kroki na FB. Taktyka na rower wydała mi się dość rozsądna, choć sposób jej uzasadnienia już niekoniecznie. W momencie w którym dyrektor marketingu mówi, że praktycznie decyzją do takiej działalności była obawa “kto by chciał lubić taki bank jak nasz na FB”, to można złapać się za głowę. Zabrzmiało to bardzo słabo, gdy inne banki nie miały tego problemu. Zastanawia mnie jak można poddawać w wątpliwość sens istnienia w świecie poza Google. Pisząc świat poza Google mam na myśli FB, który jest obecnie największym wirtualnym miejscem w Polsce, gdzie Google jest na cenzurowanym i indeksowanie stron jest delikatnie mówiąc trudne. Do tego FB ma swoją wyszukiwarkę, więc jeśli ktoś tam by szukał to nic nie znajdzie o BGŻ, a szkoda w końcu już tam są i płacą za to.
Dłużąca się część prezentacji opowiadająca o samym banku i jego produktach dość szybko zniechęciła słuchaczy,  sala dosłownie zaczęła szumieć. Reakcja Pani Wagner była ciekawa – ściągnięcie twarzy i mówienie głośniejszym, bardziej surowym głosem. Poczułem się jak w liceum.
Brak jasnej i precyzyjnej informacji o powodach i taktyce działalności (skomkplikowana i pokrętna była) spowodował, że wystąpienie uznaje za niezbyt udane. Zamiast Pani Wagner powinni się w tej saunie znaleźć przedstawiciele agencji, którzy umiejętnie by obronili pomysł. Mam zresztą wrażenie, że w kierunku sali zostało puszczone oczko w tym temacie, ponieważ rzadko słyszy się informacje, że podpisano umowę z agencją na 6 miesięcy, a że dwa już minęły, to klient (Pani Wagner) będzie się niedługo  zastanawiał jak dalej będzie wyglądała współpraca…
Zdecydowanie urzekła mnie wypowiedź odnośnie kosztów tej półrocznej działalności, które “są niczym w porównaniu do trzech dni reklamówek w prime time, a może nawet jednego”. Ten argument jest najlepszym, aby zmotywować każdą większą firmę do odważnego eksperymentowania. Szczególnie w czasach gdy jeszcze polski użytkownik FB lubi co popadnie.
Zapomniałem wspomnieć, że Pani Wagner nie prezentowała sama. Asystował jej pomocnik odpowiedzialny za działalność na FB. Jednak nie pamiętam jak się nazywał, a na stronie “seminarium” brak tej informacji. Do tego wypowiedział dosłownie kilka zdań, ale za to konkretnych przychodząc w sukurs przełożonej.

Po BGŻ-ecie. Zaprezentowało się Inteligo/PKO BP. Niestety nie pamiętam kto prezentował . W każdym razie doskonały duet – niewysoki empatyczny ziom w dreadlockach z niskim przyjemnym głosem, który w garniturze wyglądał prawie naturalnie, oraz wysoka szczupła dziewczyna o ostrym głosie i surowym wyglądzie. Po wcześniejszych prelegentach zabłysneli niczym banda Drombo (edit: czytelnicy i zainteresowani potwierdzili, że prezentację ze strony Inteligo prowadził Łukasz Leśniak, zaś z PKO BP Agata Lipiec). Cały czas wyraźnie komunikowali hasło – pełna otwartość na klienta i popierali je konkretami ze swojej facebook’owej codzienności. Jasno wyrażali, że nie muszą działać pospiesznie, że mają czas. W moim mniemaniu to doskonały dowód, że działają wg jasno określonej strategii, za którą stoi doskonałe merytoryczne przygotowanie do tematu SM.

Wg  informacji ze strony Inteligo ich prezentację będzie można obejrzeć na stronie bankiera. Jak tylko tak się stanie na pewno podczepie linka. Jednocześnie mam nadzieję, że na dniach pojawią się informacje o prelegentach na właściwej stronie.

Po bandzie Drombo z PKO  mieliśmy przyjemność usłyszeć Pawła Lipca. Widać było, że Paweł jest w swoim żywiole, choć mam wrażenie, że za bardzo starał się mówić słowami innych ludzi. Jego prezentacja z miejsca mogłaby się stać stroną pod tytułem “cytaty, aforyzmy, sentencje”. Co nie zmienia tego, że to było chyba jedyna część “seminarium”, która tak naprawdę była seminarium. Trochę wolnych myśli i co najważniejsze:

Widać, że Paweł przyswoił najważniejszą wiedzę socjologiczną.
Na sam koniec Tomasz Gackowski i Marcin Łączyński z MTResearch, zaprezentowali swój zaczątek pracy badawczej pod tytułem “„Lubię to” interaktywność Banków na facebook’u”. Trochę analizy jakościowej i ilościowej wybranych bankowych stron, które traktuję jako pierwsze przymiarki do stworzenia wiarygodnego narzędzia do takich analiz. Dla facebookowych shinobi niektóre wnioski mogą być przydatne, ale dla badacza ilość miejsc, w których trzeba jeszcze wiele naprawić, dyskwalifikuje te wyniki. W każdym razie życzę Tomkowi i Marcinowi, żeby udało im się skonstruować takie narzędzie, którego smaczek zaprezentowali i wprowadzić je do stałej oferty. Przy okazji mam nadzieję, że uda im się wyedukować kilku klientów w metodologii, a może nawet w statystyce 😉

Na tym się skończyło rewolucyjne “seminarium”. Ostatki uczestników z ulgą na twarzy wychodziło z sali…

Jak na jeden wpis ilość tekstu przygniata nawet mnie. W związku z tym pozostałe uwagi zostawię sobię na następny weekendowy lub po-weekendowy wpis.

Wpis jest oddany na gorąco, więc zapewne w sobote będzie duży edit korektorski. Za wszelkie błędy stylistyczne i ortograficzne uprzejmie przepraszam.

Mam nadzieję, że nikt z wymienionych (jeśli jakimś trafem to przeczyta)  nie poczuje się dotknięty i przyjmie moje słowa jako konstruktywną krytykę.

Do napisania, Epijar.

Reklamy

Ciąg dalszy relacji z „Takiej konferencji rze muwie WOMM”

31 marca 2009

No to wracamy do pierwszego wystąpienia Maćka Budzicha z Mediafun-u.

Po przykładzie szemranki o Rambo, równie duże zaciekawienie wzbudziło wspomnienie “znanej osoby, której ojciec miał na nazwisko Staszewski”, która wd. Maćka miała wspomagać się również e-PR-em w Polskim wykonaniu – co niespecjalnie brzmi przekonująco.

W konteście polskiego Łomiarstwa pojawiły się również nazwy takich firm jak 121PR, Empik, czy ARBO media (ten case to chyba każdy zna 🙂 ).

Bardzo ciekawym przykładem z pogranicza zdrowego rozsądku, marketingu i zrozumienia rzeczywistego świata było opisane działanie firmy Powermed, która po necie rozsiewała rewelacyjne opinie o sobie. Po przyłapaniu na tym, że wszystko jest z jednego IP oświadczyła, że są to prawdziwe opinie użytkowników marki, które trafiły do nich na mail. W związku z tym, że nie wiedziała czyje są rozsiewała je w sieci (sic!). Obecnie na stronie Powermeda można znaleźć ręcznie pisane opinie użytkowników marki . Czyżby jakiś biedny stażysta musiał uwiarygadniać działania firmy? 🙂

Maciek swój wstęp (tak offtopując to nie zmieścił się w swoich zadeklarowanych 30 minutach 😉 ) zakończył pozostawionymi w powietrzu pytaniami.

  • Na ile takie działania, w domyśle “napierdalanie na forach”, psują zaufanie klientów do marki, do wiarygodności autentycznych komentarzy innych użytkowników;
  • Ile tracimy na tym, my jako użytkownicy?
  • Ile na takim działaniu tracą agencje PR-owe, bo jak można mówić komuś, że “chcemy abyś nam zaufał”, a następne co się robi to chamskie fałszowanie rzeczywistości;
  • Mniej ciężkim, ale równie ważnym pytaniem jest ile tracą na przyzwalaniu na takie działania właściciele serwisów.

No może nie do końca zostawił te pytania bez odpowiedzi. Sugestia, że możemy przyjąć taktykę jak Świadoma Konsumentka, powinna być odpowiednim ostrzeżeniem dla nachalnych marek.

Kolejną prelegentką była Natalia Hatalska

Na jej stronie można znaleźć relacje z konferencji oraz do ściągnięcia prezentacje. Prezentacja na pewno ważna (dla mnie na pewno), gdyż jako jedna z niewielu prezentacji które widziałem w marketingowym światku odwołuje się do twardych danych statystycznych z przywołaniem badań (z odpisami skąd są to dane – co najważniejsze w dyskursie naukowym), oraz korzysta z zaplecza teoretycznego (również z odpowiednimi przypisami). Prezentacji nie omawiam, każdy może sam ją przejrzeć.

Pierwszą część konferencji zakończył wykład Piotra “VaGla” Waglowskiego, prowadzącego portal VaGla.

Patrząc po relacjach na innych blogach można ten wykład spokojnie nazwać gorącym hitem konferencji. Nie będę się opisywał w tym miejscu, bo myślę, że temu tematowi tzn. aspektowi prawnemu polskiego ŁOM-u, poświęcę obszerniejszy wpis. Vagla jako admistrator swojego serwisu również miał do czynienia z polskim Łomem, co ciekawe robionym przez profesjonalną agencje PR-owoą Neuron. Więcej możecie znaleźć tu na portalu VaGli, polecam dyskusję w komentarzach.

W związku z tym, że cała konferencja, w moim odczuciu, miała być preludium do dyskusji nad branżowym kodeksem dobrych praktyk, wydaje mi się, że pozostawienie bez jasnej odpowiedzi dychotomii postawionej przez VaGla w postaci samoregulacja branży, a rozwiązania prawne pokazuje, że temat ten może być bardzo łatwo zawłaszczony przez Państwo, które narzuci własną wykładnię problemu.

Po VaGlu nastąpił panel dyskusyjny, którego uczestnikami byli Sebastian Łuczak (Eskadra Publica, Łuczak PR, prezes zarządu Polskiego Stowarzyszenia Public Relations), Marek Wróbel (Neuron – ci sami od wpadki na portalu VaGla), Norbert Kilen (Onboard). Wstępem do panelu była krótka prezentacja Macieja Makuszewskiego (Euro RSCG Sensors), z której wynikało, że studiował w Poznaniu i że bardzo ceni Dr Krzysztofa Gołatę. Aha no i to, że trzeba mieć ikrę.

Brak poważniejszej dyskusji podczas panelu, w moim odczuciu, można wytłumaczyć tym, że strefę PR+ową w internecie zdecydowanie przejęły agencje interaktywne, w związku z tym niezbyt dużo mogli powiedzieć o czymś co nie jest ich domeną. W każdym razie na sam koniec zostało powiedziane wd. mnie najważniejsze zdanie z całej dyskusji, autorstwa bodajże Norberta Kilena, “Staramy się, ale to trudne jest”!

Po panelu wystąpił wyczekiwany przeze mnie przedstawiciel Heureki, jej dyrektor kreatywny Michał Wolniak (offtopują powiem, że jest dla mnie niezrozumiałe, że agencja nie posiada na swojej stronie informacji o kluczowych pracownikach). Chyba wszyscy spodziewali się, że wypowie się na temat Citylafj-u i chyba wszyscy się zawiedli, gdy nawet słowa o nim nie było podczas jego prezentacji. W tym miejscu mógłbym przejść do następnego prelegenta bo jedyne co pozostaje do powiedzenia to słowa krytyki. Przedstawiona prezentacja wyglądała na skierowaną do tych przedsiębiorców, którzy dopiero chcą wejść na rynek internetowy. Ciekawy wiedzy niczego nowego z niej by się nie dowiedział. Przywołane statystyki nawet nie były opisane (prelegent jednak informował, że na życzenie może podać źródło). Na tle prezentacji Hatalskiej można określić ją bardzo domenowo żal.pl, liczyłem na więcej…

Tą część konferencji kończył Mariusz Woźnicki jako przedstawiciel głównego sponsora Harder & Harder. W charakterystycznym dla siebie stylu bardzo ładnie zdyskredytował polską szemrankę mówiąc wprost, to nie jest WOMM. Gdzie w tych wszystkich działaniach jest myślenie marketingowe? Jak można dotrzeć do liderów opinii jak się „napierdala na forach”? Grassroot marketing nie na tym polega. Swoją prezentacją sprawił, że konferencja nabrała pełności. Poruszony przez niego wątek CSR (Corporate Social Responsibility) mógłby odpowiedzieć na postawione przez Maćka we wstępie konferencji pytania choć nie wiem czy ktokolwiek to zauważył.

Konferencje kończył panel z udziałem prelegentów i kilku kolejnych gości. Nie rozpisuje się o nim, bo na nim nie byłem. Perspektywa piwa 🙂 w sąsiednim pubie wydała się ciekawsza. W piątek o godzinie 21 inne miejsce wydawało by się nie naturalne, co zresztą niejako potwierdził jeden z większych nieobecnych konferencji, który nie mógł zrozumieć konferencji w piątek o 17, gdy każdy już marzy o tym, by po całym tygodniu pracy pójść do kina, do domu, do żony, czy odstresować się na imprezie…

Moje podsumowanie? W tym wszystkim o czym mówiono zapomniano o jednej najważniejszej rzeczy, a o którą wszyscy się ocierali. Hatalska mówiąc „WOM to nie taktyka, to efekt„, Wolniak sugerujący “przyjęcie jakiejś strategii” i wspominając mimochodem o dostosowaniu się do “strategii komunikacyjnej klientów” czy Woźnicki napomykając o „tworzeniu strategii marketingowych”.

Najważniejszą rzeczą przy komunikacji marek z użytkownikami w internecie jest strategia długofalowa. To nie są te czasy, gdy puszczało się spot i ludzie żeby go zobaczyć ponownie musieli oglądać cały czas telewizję. Tu nie można robić redesignu co sezon, wszystko co zrobimy jako marketerzy będzie już na zawsze udostępnione w internecie. Każda nasza korespondencja, wpis wyrażający emocje. Marki będą musiały zrezygnować z dedykowanych stron dla każdej akcji, które dają poczucie kontroli, bo takie strony nie będą generowały ruchu jaki będą generowały strony w portalach społecznościowych. A to znaczy, że te strony nie będą mogły dokonywać ciągłych zmian, bo mimo wszystko My jako ludzie i użytkownicy cenimy sobie stałość, stałość która rodzi zaufanie. W związku z tym nasze działania w internecie będą wymagały długo falowych planów obecności marki. W momencie, gdy wiemy że gdzieś musimy być na stałe i od emocji, które wywołujemy zależy nasze być czy nie być, zdajemy sobie sprawę, że „napierdalanie na forach” to strzał w kolano.

Dlatego moimi ulubionymi slowami po tej konferencji są Strategia i Edukacja, bo trzeba uczyć ludzi nowego podejścia 😉

PS. Moja korektorka nie zdążyła przejżeć wpisu, dlatego proszę o komentarze ad ortografia 😉

O swoich wrażeniach po konferencji napisali również: Jacek Gadzinowski, Mimic na Powerblogu, makjuzer, Tomasz Topa, Dominik Koza, Adam Przeździęk, Szopowie :), wcześniej już przywoływana Natalia Hatalska


%d blogerów lubi to: